Znajdujesz się na stronie wyników wyszukiwania dla frazy Dożdliwym wieczerom ,wieczerom, wieczerom. Na odsłonie znajdziesz teksty, tłumaczenia i teledyski do piosenek związanych ze słowami Dożdliwym wieczerom ,wieczerom, wieczerom. Tekściory.pl - baza tekstów piosenek, tłumaczeń oraz teledysków.
Teskt:Co się stanie, gdykoperek dam dziś pieskowiJestem ciekaw samCzy to będzie zdrowy piesCzy poczuje koperkowy zewgdy Makłowicz zrobi danie psieA pies zas
Na pytanie o to, czy pies może jeść czekoladę odpowiadamy więc stanowczo: nie. Wyjątkiem jest specjalna czekolada dla psa, czyli produkt wyprodukowany z bezpiecznych dla naszego pupila składników. Dowiedz się dlaczego i jak groźna jest czekolada dla psa oraz co zrobić, gdy czworonóg spałaszuje kilka kostek tego ludzkiego przysmaku.
Czym Zajmuje Się Archeolog Ułóż Zdanie. W praktyce oznacza to, że pracy na tym stanowisku może podjąć się wyłącznie osoba, która studia wyższe. Archeolog to wykwalifikowany pracownik z naukowym zapleczem zajmujący się poszukiwaniem, zabezpieczaniem oraz badaniem śladów.
lady pank mój świat bez ciebie - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk.
Co się stanie, gdy Oreo dam wampirowi? 2015-09-01 10:59:22; Załóż nowy klub Odpowiedzi. karolciakoka odpowiedział(a) 23.06.2017 o 01:08
. Kategoria: Średniowiecze Data publikacji: W filmach sprawę niemal zawsze załatwia osinowy kołek. Nasi przodkowie byli o wiele bardziej pomysłowi. Przedstawiamy sposoby, do których naprawdę się uciekano – przez setki lat w całej wschodniej i południowej Europie. Korzenie mitów o wampirach giną w pomroce dziejów. Zdaje się, że Słowianie wierzyli w te przebiegłe bestie od najdawniejszych czasów. O krwiopijcach opowiadano w chłopskich chatach w epoce pogańskich bożków, ale też całe stulecia po chrystianizacji. Powszechne było przekonanie, że nieczyste siły potrafią posiąść martwe ciało, po części przywracając je do życia. Wampirami mieli zostawać przede wszystkim ludzie naznaczeni piętnem zepsucia: złodzieje, mordercy, pijacy, włóczędzy i samobójcy. Według ludowych tradycji wstawali oni nocą by wysysać krew, ale też roznosić choroby, zabijać trzodę chlewną, czy nawet wywoływać epidemie dżumy. Ludzie żyjący w średniowieczu i epoce nowożytnej nie wierzyli, że wampira można pokonać, gdy ten wychodzi na żer. Od efektownych walk znanych nam z powieści i filmów, woleli… działania dywersyjne. Według słowiańskich ludowych podań z wampirami nie można było walczyć w nocy. Trzeba było podejść je za dania (źródło: domena publiczna). W świetle legend i chłopskich zwyczajów, do legowiska wampira należało się zakraść za dnia, gdy ten spał i był całkowicie bezbronny. Co dalej? W szczegółach instruktaże się różniły, przytoczymy więc kilka najbardziej popularnych metod. I to takich, które – w świetle badań archeologów – naprawdę stosowano. Jeśli natkniesz się na śpiącego wampira… Poczęstuj go… żelazem. W świecie fikcji niezawodną odtrutką na nocne monstra jest srebro. Zwyczajni średniowieczni chłopi nie mieli jednak dostępu do srebrnych wiedźmińskich mieczy, ani nawet – nie marzyli o podobnych akcesoriach. W autentycznych, ludowych wierzeniach to nie srebro, ale po prostu żelazo zabijało wampiry. Przebij mu serce… prętem. Żelazem można było obić trumnę, ale ludzie pragnący absolutnej pewności nie ograniczali się do podobnych półśrodków. W 2014 roku w południowej Bułgarii odkryto grób z XIII stulecia, w którym – przynajmniej w opinii ówczesnych ludzi – musiał spoczywać wampir. Tors mężczyzny zmarłego w wieku około czterdziestu lat serdeczni sąsiedzi przebili grubym prętem wyjętym z pługa. Uderzenie było tak silne, że zmiażdżyło mu jedną z łopatek, a po drodze – bez wątpienia przebiło serce. Żelazny pręt w serce. Sprawdzony sposób na wampiry. Na zdjęciu 800-letni pochówek wampiryczny z Bułgarii (fot. Bin im Garten; lic. CC BY-SA Ten konkretny „wampir” nie był żadnym wyjątkiem. W samej tylko Bułgarii natrafiono do tej pory na przynajmniej sto podobnych pochówków. Nawet pradziadkowie dzisiejszych Bułgarów wciąż przebijali wampirom serca, bo archeologom zdarza się odkopywać trupy z prętami w klatce piersiowej, pochowane nie wcześniej niż w XX wieku. Nie pozwól mu wyjść. Wampira można było humanitarnie zabić, przebijając mu serce, ale można też było skazać go na powolną i bolesną śmierć z głodu. I była to opcja niemal równie popularna, co proste przebijanie serca. Przykładowo ciało mężczyzny pochowanego na greckiej wyspie Lesbos w średniowieczu zostało przyszpilone do podłoża trzema solidnymi, żelaznymi prętami. Wprowadzono je przez szyję, miednicę i kostki. Tak przygwożdżony krwiopijca nie miał żadnych szans wyruszyć nocą na polowanie. W przypadku braku młotka i gwoździ ciało można też było po prostu przysypać kamieniami, a kończyny związać lub… odrąbać. Wiedzieli o tym chociażby mieszkańcy Celakovic – osady położonej trzydzieści kilometrów na północ od czeskiej Pragi. Około XII wieku borykali się oni z prawdziwą plagą wampiryzmu. Aż czternastu młodym mężczyznom i kobietom zmarłym na skutek epidemii zafundowali zarówno pakiet gwoździ, jak i – sterty ciężkich kamieni. Nakarm go cegłą. Na Kaszubach (i nie tylko) popularne były podania, wedle których wampiry żywią się po pierwsze własnym pogrzebowym całunem, a dopiero gdy go pożrą – ruszają na poszukiwanie kolejnych ofiar. Podobnym wędrówkom można było zaradzić w prosty sposób. Otwierano grób zbyt ruchliwego trupa i wkładano mu do ust cegłę, kamienie, albo choćby ziemię. Wierzono, że młody wampir, pozbawiony źródła sił witalnych, stopniowo osłabnie, a żywiąc się wyłącznie cegłą niechybnie umrze z głodu. Grób nieszczęśnika, którego potraktowano w ten właśnie sposób odkryto niedawno w Kamieniu Pomorskim. Podobne pochówki zdarzały się jednak nawet w dalekiej Wenecji. Zrób z niego rolnika. Wampira można było też przygwoździć do podłoża przy użyciu przedmiotu obdarzonego magiczną mocą. I to wcale nie musiał być żaden wyrafinowany amulet. Zestaw do polowania na wampiry wystawiony w pensylwańskim Mercer Museum. Nasi przodkowie radzili sobie z wampirami za pomocą zdecydowanie prostszych metod (fot. Ola10; lic. CC BY-SA W dawnej Polsce wierzono, że aby całkowicie unieruchomić krwiopijcę wystarczy położyć mu na piersi (lub na szyi) sierp. Najbardziej pospolite narzędzie, dostępne w każdej chłopskiej chacie. I chyba rzeczywiście metoda działała, bo kościotrupy obłożone sierpami, na które archeolodzy natrafili w 2009 roku na średniowiecznym cmentarzysku w Drawsku, wyglądają na zupełnie, stuprocentowo martwe… Postaraj się, żeby stracił głowę. W przypadku, gdyby sierp jednak nie wystarczył, można było pozbawić wampira dostępu do kłów. Odrąbać głowę i będzie po sprawie. Jedna z metod zakładała powieszenie budzącego podejrzenia ciała do góry nogami i pozostawienie go na tak długo, aż zupełnie przegnije, a głowa od niego opadnie. Dopiero wtedy – już z zupełnym spokojem – można je było pochować. Chyba właśnie tak postąpiono z czterema mężczyznami pochowanymi w XVI wieku w pobliżu Gliwic. W każdym grobie spoczęło bezgłowe ciało. Same głowy natomiast umieszczono między nogami kościotrupów. Kościół w Prostějovie oraz kaplica Świętego Krzyża (z lewej). To właśnie w niej odnaleziono pochówek wampiryczny (fot. Pernak; lic. CC BY-SA Pochowaj go… w kościele. Najczęściej dbano o to, by wampir spoczywał jak najdalej od miejsc kultu, ale wcale nie zawsze. Znane są przypadki, gdy zwłoki ludzi podejrzewanych o pośmiertną karierę potwora wysysającego krew, celowo chowano jak najbliżej ołtarza. Wierzono, że szczególna świętość takiego miejsca zapobiegnie nocny wędrówkom krwiopijcy. Tak właśnie rozumowali, jak się zdaje, XVIII-wieczni mieszkańcy Prostějova na Morawach. W 1998 roku w jednej z kaplic miejscowego kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego odkopano niewątpliwy „pochówek wampiryczny”. Trumna wzmocniona żelazem, odrąbane nogi i kamienie ułożone w trumnie. A to wszystko… zaraz pod posadzką prezbiterium. Zobacz również:Wiara w żywe trupy towarzyszy nam od zarania dziejów. Oto prawdziwa historia zombie [WYWIAD]Czy najważniejszy polski święty był nekromantą?Jak nasi dziadkowie polowali na żywe trupy? Bibliografia: M. Affleck, 8 Recently Discovered Medieval Vampire Burials, „Listverse”, 4 kwietnia 2013. D. Barrowclough, Time to Slay Vampire Burials? The Archaeological and Historical Evidence for Vampires in Europe, 9 października 2014. Betsinger, Scott, Governing from the Grave: Vampire Burials and Social Order in Post-medieval Poland, „Cambridge Archaeological Journal”, 3 (24), 2014. M. Day, Polish archaeologists unearth „vampire grave”, „Telegraph”, 11 lipca 2013. M. Day, H. Alexander, „‘Vampire grave” found in Bulgaria, „The Telegraph”, 10 października 2014. Gregoricka, Betsinger, Scott, M. Polcyn, Apotropaic Practices and the Undead: A Biogeochemical Assessment of Deviant Burials in Post-Medieval Poland, „PLoS ONE”, 9(11), 20214. Pavel Moš, Ve městě prý řádil upír, tak ho v rakvi rozsekali, „Prostějový 11 lutego 2011. Zobacz również Nowożytność Wiedźmini istnieli naprawdę! Opłacani, by zabijać dręczące ludzi potwory. Kosą, osikowym kołkiem, magią. Może i Geralt z Rivii jest literacką fikcją, ale Gyrda z Blechnarki czy Bacza z... 11 lipca 2016 | Autorzy: Adam Węgłowski
1. Od czego to wszystko się zaczęło? Siedzę w pracy, pogrążona w tabelkach i liczbach, dzwoni telefon. - Kasia czy nie chciałabyś wziąć udziału w Maratonie Warszawskim? - Jasne, że bym chciała ale nie przebiegnę. - Przebiegniesz bo to sztafeta, dla Ciebie będzie 10km. - Jasne! 3 osoby uzbierane, powstała firmowa sztafeta. Wieść się rozniosła i okazało się, że ktoś by pobiegł na piątkę, a może uda się stworzyć jeszcze jeden team sztafetowy. Koniec końców było nas 10 osób (2xmaraton, 2xsztafeta, 2x5km) mały tłumek. Teamy trochę jak na paraolimpiadę ja z tą nogą co po 3km wysiada, drugi z kontuzją, trzeci nigdy nie przebiegł 10km, czwarty w dniu startu z glutem do pasa. Ale chęci najważniejsze! ;) 2. Przygotowania Moje przygotowania nie skupiły się na bieganiu, a na wyleczeniu nogi. Mroziłam, masowałam, smarowałam żelami przez kilka dni. 3 dni przed startem udało mi się przebiec 5km bez bólu. Zachęcona sukcesem i podjarana odebranym pakietem poszłam kolejnego dnia na wolniutkie 10km, przebiegłam 2,5, noga odmówiła posłuszeństwa. Załamałam się totalnie. Spędziłam cały wieczór udając ludzkiego kebaba, wystawiając tylko nos spod koca. W dupie, nie dobiegnę, nie dam rady, mam dość, na co mi to wszystko. Obraz nędzy i rozpaczy. Jak to zwykle bywa przyszła noc, wstałam z zupełnie innym nastawieniem. Rano pojechałam na Run Blog Fest, świetna inicjatywa na pewno jeszcze o tym opowiem w oddzielnym poście. Pokręciłam się chwilę po EXPO, nawet prawie kupiłam skarpety kompresyjne ale uznałam najpierw wrócę do pełnej sprawności potem będę się bawiła w gadżety. W każdym razie duch biegowy, duch walki i podejście "kto jak nie ja" wróciły". Dlatego po powrocie do domy zaczęłam mrozić nogę z jeszcze większym zaangażowanie (nawet ją sobie lekko odmroziłam). Dobre nastawienie jest, jutro będzie super, jazda! 3. Bieg Tutaj nie będę pisała o pierdołach, że się spotkaliśmy oddaliśmy rzeczy do depozytu, itd. Stawiło się 2/3 naszej sztafety i cała druga. Zrobiliśmy co robi się przed biegiem, wystartowaliśmy pierwszych i poszliśmy do miejsca zmiany. Organizacyjnie zmiana była ciężka. Mnóstwo stłoczonych, czekających na swoją kolej, biedny Pan w przeuroczych okularach wykrzykujący nazwy drużyn: Biegam bo Biegam!, W dupie mam i biegam!, Zakwas Team!, Zadyszka! Wydaje mi się, że Pan nie wykrzyczał mojego teamu ale szczęśliwie zobaczyłam na monitorku i ruszyłam. W strefie zmian czekał już Sebastian szczęśliwy z życiówki (1:00:29). No dobra ruszyłam. Pierwszy kilometr to walka ze sobą i ciągłe powtarzanie: zwolnij, zwolnij, zwolnij bo zaraz padniesz. No ale jak zwolnić skoro tłum ciągnie? Długo nie musiałam czekać na efekty, dodatkowo doprażyło mnie słońce i zaczęłam odpadać. Ale biegnę dalej no bo kto jak nie ja? Trzeci kilometr, kolano walnęło. To już koniec, nie dam rady dobiec/dojść do końca. Od trzeciego do piątego - dramat, walczyłam o każdy krok. Gdyby to nie była sztafeta po raz pierwszy w życiu zeszłabym z trasy. Nie dość, że nie mogłam biec, ja nie mogłam iść. Próbowałam trochę podbiegać - nic z tego. Próbowałam poprawić sobie opaskę, żeby inaczej uciskała nogę nic nie działało. W którymś momencie uznałam, że skoro i tak i tak boli będę biegła - szybciej skończę tę męczarnię. I to był chyba dobry pomysł bo po 5km coś pyknęło w nodze i ból się zmniejszył. 5-7 km poszedł bardzo sprawnie. Nie wiem jaka jest magia 7 km ale zawsze gdy go przekroczę wiem, że zrobię wszystko co sobie zaplanowałam, wiedziałam że się uda. Mijam siódmy, a tu bach znowu kolano walnęło. Znalazłam ekipę medyczną na trasie, poprosiłam o zamrożenie. W sumie bólu nie zmniejszyło ale na głowę chyba wpłynęło. Do końca zaciskałam zęby trochę biegłam, trochę szłam. Znalazłam dla siebie mantrę - to na prawdę pomaga. Czytałam przed zawodami o mantrach biegowych: "Dam radę!", "Kto jak nie ja!", "Musi boleć", itd. Jaka była moja mantra? "Co się stanie, gdyOreo dam wampirowiJestem ciekaw samCzy jak umrze - zmrozi krew,Czy poczuje mleczny zew." Dalej nie znam tekstu więc tak w kółko przez 3 km. Biegnę, biegnę, boli, boli, co się stanie, gdy oreo dam, punktu zmiany nie widać. Nagle dopada mnie jakiś facet i mówi sztafeta w prawo. No to w prawo. Okazało się, że nie to prawo. Szczęśliwie chłopcy ściągnęli mnie z dodatkowej rundki zwycięzcy i trafiłam do strefy zmian. A tam hmm... są dwie wersje tej historii. Wpadam w strefę mimo bólu próbuje urwać jeszcze ostatnie sekundy, dobiegam do mojego zmiennika a on na luzie oparty o płotek gada sobie. Wpadam! Krzyczę jakieś "lecisz" albo "dajesz" ostatkiem sił, a mój zmiennik powoli podaje rękę rozmówcy na pożegnanie, zakłada słuchaweczki i zaczyna truchtać. Drugiej wersji tej historii nie przytoczę - moja jest ciekawsza nawet jeśli trochę naciągana. ;) Jaki czas? Kijowy. 1:08:38 Chyba frustracji dopełnia fakt osiągania lepszych czasów w kwietniu. Oj nie lubię bardzo nie lubię gdy widzę brak progresu i upływający czas. Ale dobiegłam, to był cel na ten start i tego trzeba się trzymać! Co było po biegu? Relacja tutaj (klick-klick). Sztafetę zakończyliśmy z czasem 4:12:53, podobno założone było 4:15:00 - jest dobrze. :) To co zawsze przy maratonie. Lubię stanąć na końcówce 40-42km i dopingować. To zawsze mnóstwo emocji tych niesamowicie pozytywnych i mrożących krew w żyłach. Dziewczyna, która się zataczała, nie mogła utrzymać równowagi, opieka medyczna ściągnęła ją 200m przed metą. Znajomy, który leciał na 3:30:00 i zszedłby poniżej, gdyby nie kontuzja kostki po 39km, końcówkę pokonał w 35min. Ile ludzi, tyle historii bardzo fajnie jest im się przyglądać. Mam nadzieję, że za dwa lata będę jej częścią. :) I jeszcze jedno jeszcze. Wsparcie na trasie od innych biegaczy to rzecz wspaniała. Ile razy słyszałam: chodź biegnij z nami, Kasia dajesz już nie daleko, itd. :) Ile poklepań po barku (po jednym nie mogłam złapać przez 30s oddechu, gdy jakaś zaangażowana biegaczka przywaliła w mój wątły barczek). Wspaniała sprawa - wspierajcie się, wspierajmy się. :) 5. Przesłanie na koniec? Biegajcie, bo to piękne! Amen. :)
Postanowiłam wrócić do serii, którą zaczęłam krótko po wystartowaniu bloga w obecnej formie. Pierwotna wersja nazywała się „Warto poczytać”. Skąd więc zmiana nazwy? Stąd, że coraz więcej czasu spędzam na YouTube i przeglądam przeróżnego rodzaju materiały i vlogi, więc nie tylko teksty do poczytania będę Wam podrzucać, ale także filmiki do obejrzenia – stąd Znalezione w internetach. Coraz mniej czasu mam na przeglądanie pierdół i skupiam się raczej na tym, co niesie ze sobą wartość, więc takie też materiały chciałabym Wam podrzucać – głównie mówię tu o filmikach. Chociaż na rozrywkę też trzeba znaleźć czas i coś tam fajnego na pewno Wam przemycę. Przejdźmy jednak do rzeczy, bo za bardzo się znów rozpisuję. Od razu też mówię, że nie wiem z jaką częstotliwością będzie pojawiać się ta seria, bo nie chcę wysyłać Wam na siłę treści przeciętnych. Tylko najciekawsze Bardzo często zadawane blogerom jest pytanie o to, ile zarabiają. Ile wzięli za kampanię, ile za wpis sponsorowany, czy za zdjęcie, które pojawiło się na Instagramie pobrali zapłatę, czy wstawili je bezinteresownie? Na FashionGirl odwrócono to pytanie i pokazano jak wiele zarobiły firmy, dzięki działalności Hitem mojego pobytu w Warszawie u mojej cudownej Qulleczki była piosenka z reklamy Oreo. No nie powiecie, że nie wpada w ucho i nie sprawia, że sami chcecie ją śpiewać. Ale ta pierwsza wersja o wampirze. Bo wilkołak już takiego wrażenia na mnie nie zrobił. To dlaczego by nie zapętlona godzinna wersja. A co tam. Nie będę sobie żałować ;) A tak serio… wytrzymałam 7 minut i styknie ;) A w ogóle, to dzięki Basi z z którą również spędziłam cudne chwile w stolicy, choć pogoda nam nie dopisywała, dowiedziałam się „Co się stanie, gdy Oreo dam wampirowi?”. Basia dała mi niesamowicie logiczną i prostą odpowiedź, która rozwaliła mnie i moich znajomych na łopatki: „Jak to co? Będziesz miała jedno oreo mniej!”. Buziaki Basiu! :) 3) A jak już przy Qulleczce jesteśmy, to za moją i kilku innych osób namową, zaczęła pisać swojego bloga, którego uwielbiam. Żałuję tylko, że brakuje mi czasu, by zostawiać jej komentarze pod najnowszymi postami, więc wykorzystam Was moi mili i może mnie trochę wesprzecie? ;) A żeby nie było, że słodzę własnej znajomej, to polecę jeden, konkretny post, z niesamowitą grą dla dzieci, przy której trzy dorosłe osoby spędziły niemal godzinę. Świetna zabawa!4) Dalej mam dla Was twórczość Troy’a Sivana, który przez wielu kojarzony może być z YouTube właśnie. Chłopak z Australii, który tworzy także muzykę. Zaczęło się od Happy Little Pill, na którą trafiłam jakiś czas temu. Dopiero jednak WILD mnie zachwyciło. Piosenka non stop, od miesiąca albo i dłużej leci w moich głośnikach i ma w sobie swego rodzaju magię, która mnie przyciąga. Nie potrafię się od niej uwolnić, ale też nie chcę. WILD ma w sobie to coś, co sprawiło, że się w piosence zakochałam i dosłownie gwałcę przycisk replay ;) 5) To nawiązując do pierwszego wpisu, dalej pójdę w kierunku blogowym. Autorki 9 bardziej, lub mniej rozpoznawalnych blogów – przyznam bez bicia, że kilku nie znałam – odpowiadają na dwa pytania: „Co uznałabyś za marnowanie czasu przy zakładaniu bloga?” oraz „Co wybrałabyś jako najważniejszą rzecz przy zakładaniu bloga?”. Być może ktoś z Was zastanawia się właśnie, czy nie założyć własnego bloga, więc zerknijcie w ten tekst i sami się przekonajcie, co radzą Chciałam też zaprosić Was na bloga, na którego trafiłam przez totalny przypadek, gdy pojawiła się u mnie informacja, że autor wykorzystał moje zdjęcie w jednym z wpisów. Tematyka podróży a więc moja działka, bardzo sensowne teksty – zajrzyjcie i poczytajcie o tym jak nie zostać niedzielnym turystą na blogu Wojciecha Kulika :)7) Prawie bym o tym zapomniała a w sumie warto zerknąć. Okej, wiem, że na pierwszy rzut oka niefajne i nie chcecie i w ogóle beee, no bo przecież to jest TA książka i TEN film i WY nie chcecie mieć z tym nic wspólnego, ale uwierzcie mi, że warto poświęcić te 15 minut. I potem kolejne 10. No i na koniec 8. Na pewno lepiej poświęcić 33 minuty na analizę Pawła, poprawić sobie humor, pośmiać się z głupoty autorki i wydawców, niż spędzić kilka godzin nad mierną książką. Sama jej nie czytałam, więc nie powinnam oceniać, ale po tym, co przekazał mi Paweł jednego jestem pewna – do tego tytułu nawet się nie zbliżam ;) 8) To na koniec łapcie jeszcze Arlenę Witt, która jest moim niedawnym ogromnym odkryciem YouTube. Świetna kobieta, która fantastycznie mówi o języku angielskim i która niezmiennie (a nagrała dopiero około 10 odcinków) udowadnia mi, jak wiele muszę jeszcze poprawić i nad iloma kwestiami jeszcze popracować. Zresztą, jeżeli uczycie się angielskiego to jest Wasze „Must know” i nie ma przebacz. Poświęćcie kilka minut Arlenie a jestem pewna, że się w niej zakochacie tak samo jak ja. Follow my blog with Bloglovin
marcel - nieśmiały chad czym mój eksperyment się różni od wielu innych tutaj przeprowadzanych na przestrzeni lat? ano tym że będę pisał jak "typowy spierdox", nawet lekko autystycznie, a jego celem jest udowodnienie że "dynamina" wciskana wam przez #redpill jest gówno warta jak się uda to oczywiście będzie też jakieś wystawianie ( ͡° ͜ʖ ͡°) #przegryw #blackpill #tinder pokaż całość . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .
Uchwała Nr ZO 10/19/6uz dnia 16 stycznia 2019 rokuZespołu Orzekającegow sprawie sygn. akt:K/233/18 1. Zespół Orzekający Komisji Etyki Reklamy, działającej przy Związku Stowarzyszeń Rada Reklamy, w składzie: 1) Wojciech Piwocki – przewodniczący,2) Marta Macke-Ejchart – członek,3) Paweł Wiśniewski – członek, na posiedzeniu w dniu 16 stycznia 2019 roku, po rozpatrzeniu skargi o sygnaturze akt K/233/18 złożonej, na podstawie pkt. 7 Regulaminu Rozpatrywania Skarg, przez konsumenta (bliższe dane w aktach sprawy), (dalej: Skarżący), przeciwko reklamie internetowej Mondelez Europe Services GmbH Sp. z Oddział w Polsce z siedzibą w Warszawie (dalej: Skarżony) postanawia oddalić skargę. 2. Zespół Orzekający ustalił, co następuje: Do Komisji Etyki Reklamy wpłynęły skargi o sygnaturze akt K/233/18. Przedmiotem skargi była reklama internetowa ciastek marki Oreo. Skarżący w prawidłowo złożonej skardze poinformował: „ Reklama przedstawia wampira tańczącego z trupem na cmentarzu. Według mnie reklama ma negatywny wpływ na dzieci gdyż oswaja je z nekrofilią” – pisownia oryginalna W czasie posiedzenia skargę przedstawiał i popierał arbiter-referent. Arbiter-referent wniósł o uznanie reklamy za sprzeczną z dobrymi obyczajami (art. 2 ust. 1 Kodeksu Etyki Reklamy) oraz zarzucił, że reklama nie była prowadzona w poczuciu odpowiedzialności społecznej, z należytą starannością oraz zgodnie z zasadami uczciwej konkurencji. Wniósł również o uznanie reklamy za niezgodną z art. 25 Kodeksu Etyki Reklamy, w myśl którego „reklamy skierowane do dzieci lub młodzieży muszą uwzględniać stopień ich rozwoju oraz nie mogą zagrażać ich fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu dalszemu rozwojowi. Poinformował również o treści art. 32 Kodeksu Etyki Reklamy, zgodnie z którym „Przepisy zawarte w art. 22-31 stosuje się odpowiednio również do reklam, które nie są bezpośrednio skierowane do dzieci, jednak dzieci są ich odbiorcami ze względu na formę oraz miejsce i sposób prezentowania reklam. Dotyczy to w szczególności reklam emitowanych w telewizji w sąsiedztwie audycji dla dzieci, reklam wyświetlanych w kinach przed seansami filmów dla dzieci oraz reklamy zewnętrznej.”. Skarżony nie uczestniczył w posiedzeniu. Skarżony złożył pisemną odpowiedź na skargę o następującej treści: „Szanowni Państwo, w odpowiedzi na poniższe zawiadomienie nt. skargi konsumenckiej o sygnaturze K/233/18. dot. reklamy ciastek Oreo (Mondelez International), poniżej przesyłamy naszą odpowiedź:Reklama przedstawia wampira tańczącego z dziewczyną – nie ma żadnych przesłanek, że jest to «trup na cmentarzu»: W reklamie to wampir wychodzi z trumny, ale zamiast pożywiać się krwią dziewczyny (jak to wampiry miały w zwyczaju), łagodnieje i zmienia się za sprawą otrzymanego ciastka Oreo («co się stanie gdy Oreo dam wampirowi…») – zaczyna romantycznie tańczyć i sięga po mleko zamiast krwi. Nie ma w niej również żadnych przesłanek seksualnych, nie wspominając o nekrofilii. Powyższe przedstawienie wampira oraz historii w reklamie nawiązuje do wierzeń ludowych w wielu kulturach, związanych z przekonaniem, że «… główną aktywnością wampira jest wysysanie swoim ofiarom krwi. (…). Swoją działalność podejmuje tylko w nocy, gdyż światło słońca jest dla niego zabójcze. Jego charakterystycznym znakiem rozpoznawczym są wydłużone kły.» (za Wikipedia: ) Reklama była w TV oraz była wspierana w mediach cyfrowych w 2015/16 roku, od tego czasu jest jedynie w formie archiwalnej (YT, FB etc.). Nie planujemy w przyszłości wspierania tej reklamy w Polsce.”– pisownia oryginalna. 3. Zespół Orzekający zważył co następuje: Zespół Orzekający biorąc pod uwagę, że przedmiotowa reklama nie prezentuje treści które mogłyby zagrażać fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu dalszemu rozwojowi dzieci lub młodzieży, nie dopatrzył się w reklamie naruszenia normy art. 25 Kodeksu Etyki Reklamy zarzucanej przez Skarżącego. Zespół Orzekający zwrócił uwagę, że w przedmiotowej reklamie dochowano należytej staranności. Zespół Orzekający uznał również, że reklama była prowadzona w poczuciu odpowiedzialności społecznej i nie zawiera treści sprzecznych z dobrymi obyczajami i oddalił zarzut naruszenia w reklamie normy art. 2 ust. 1 Kodeksu Etyki Reklamy. W związku z powyższym, na podstawie pkt. 37 lit b Regulaminu rozpatrywania skarg Zespół Orzekający orzekł jak w pkt. 1 uchwały. Zgodnie z pkt. 50. Regulaminu rozpatrywania skarg, Skarżący oraz skarżony będący Sygnatariuszem mogą odwoływać się od uchwały Zespołu Orzekającego w terminie dziesięciu dni od doręczenia uchwały. Podstawę odwołania mogą stanowić wyłącznie nowe fakty i dowody, nieznane zainteresowanej stronie w dacie podjęcia przez Zespół Orzekający uchwały, o której mowa w pkt. 37, 37¹, 37² oraz 37³. Podobne wpisy
co się stanie gdy oreo dam wampirowi